Zakończenie sezonu na pstrąga wypadło blado. Pozostało dodać jedynie dwa zdjęcia i zacząć myśleć o lipieniu.
Połamania!
Opisy wypraw wędkarskich na pstrąga, troć, lipienia i inne ryby. Opisy metod połowu, ciekawostki wędkarskie, plotki o rybach, rzekach itp.
sobota, 7 września 2013
sobota, 3 sierpnia 2013
Szwecja 2013 - podsumowanie
Podsumowanie w cyfrach:
Ilość osób: 4 (w tym jeden młody adept łowienia oraz jego opiekun)
Dni łowienia: 8 (ukierunkowanie praktycznie tylko na pstrągi, lipienie były przyłowem)
Trasa: ~1900km
Koszty informacyjnie:
Koszty wspólne (bez licencji, indywidualnych wyjazdów itp,): ~1010 PLN/osobę
Pstrągi:
35+ 4 szt. (ale raczej nie wszystkie były "zaprotokołowane")
40+ 20 szt.
50+ 2 szt.
Lipienie - kilka sztuk 30+, ale na nie się nie nastawialiśmy.
Komentarz:
Wyprawa pod względem towarzyskim udała się bardzo dobrze. Dodatkowo, młody adept wędkarstwa chyba złapał bakcyla. Jest szansa na to, że będzie łowił z dziadkiem dalej. :)
Zupełnie nie dopisała nam pogoda. Wyjeżdżając za Sztokholm termometr pokazał 29-30C. Na miejscu temperatura w dzień wahała się zwykle w granicach 8-12C. W nocy spadała do 6C. Było sporo przelotnych deszczów, ale na nie byliśmy przygotowani. Najgorszy jednak był porywisty wiatr, który wiał praktycznie cały czas. Łowienie w takich warunkach było naprawdę utrudnione.
Woda w rzekach była zimna i miała bardzo niski poziom. Dotyczyło to praktycznie wszystkich rzek, w których łowiliśmy. Wiosna w tym rejonie była spóźniona co najmniej o dwa tygodnie. Spodziewam się, że przy takich warunkach te duże pstrągi jeszcze siedziały w jeziorach. Wędrówkę do rzek rozpoczną gdy temperatura wody wzrośnie.
Wędkarsko ten wyjazd zaliczyłbym do średnich. Średnich zarówno z powodu pogody, jak i końcowych wyników w postaci złowionych ryb. Na pewno był to wyjazd słabszy niż ostatnie 2-3 wyprawy. 2 sztuki ryb 50+ to zdecydowanie za mało jak na taki wyjazd.
Jedno jest pewne - odpocząłem. Może nie fizycznie, bo tego nawet nie planowałem. Na pewno udało mi się oderwać od codzienności.
Ilość osób: 4 (w tym jeden młody adept łowienia oraz jego opiekun)
Dni łowienia: 8 (ukierunkowanie praktycznie tylko na pstrągi, lipienie były przyłowem)
Trasa: ~1900km
Koszty informacyjnie:
- Prom ~1690 PLN
- Domek 1800SEK
- Paliwo ~1300PLN
- Jedzenie ~600PLN
- Licencje - 360SEK/tydzien na głównej rzece, 60SEK/dzień na innej
- 1SEK ~ 0.5 PLN
Koszty wspólne (bez licencji, indywidualnych wyjazdów itp,): ~1010 PLN/osobę
Pstrągi:
35+ 4 szt. (ale raczej nie wszystkie były "zaprotokołowane")
40+ 20 szt.
50+ 2 szt.
Lipienie - kilka sztuk 30+, ale na nie się nie nastawialiśmy.
Komentarz:
Wyprawa pod względem towarzyskim udała się bardzo dobrze. Dodatkowo, młody adept wędkarstwa chyba złapał bakcyla. Jest szansa na to, że będzie łowił z dziadkiem dalej. :)
Zupełnie nie dopisała nam pogoda. Wyjeżdżając za Sztokholm termometr pokazał 29-30C. Na miejscu temperatura w dzień wahała się zwykle w granicach 8-12C. W nocy spadała do 6C. Było sporo przelotnych deszczów, ale na nie byliśmy przygotowani. Najgorszy jednak był porywisty wiatr, który wiał praktycznie cały czas. Łowienie w takich warunkach było naprawdę utrudnione.
Woda w rzekach była zimna i miała bardzo niski poziom. Dotyczyło to praktycznie wszystkich rzek, w których łowiliśmy. Wiosna w tym rejonie była spóźniona co najmniej o dwa tygodnie. Spodziewam się, że przy takich warunkach te duże pstrągi jeszcze siedziały w jeziorach. Wędrówkę do rzek rozpoczną gdy temperatura wody wzrośnie.
Wędkarsko ten wyjazd zaliczyłbym do średnich. Średnich zarówno z powodu pogody, jak i końcowych wyników w postaci złowionych ryb. Na pewno był to wyjazd słabszy niż ostatnie 2-3 wyprawy. 2 sztuki ryb 50+ to zdecydowanie za mało jak na taki wyjazd.
Jedno jest pewne - odpocząłem. Może nie fizycznie, bo tego nawet nie planowałem. Na pewno udało mi się oderwać od codzienności.
czwartek, 1 sierpnia 2013
Szwecja 2013
poniedziałek, 8 lipca 2013
... do późnego wieczora.
Po wczesno-porannym wypadzie pojechałem chwilę odpocząć i odespać chociaż godzinę. Dzień rozpoczął się bardzo miło, brakowało jednak chociaż drobnego podsumowania ściśle wędkarskiego. Tata nie miał większych oporów przed popołudniowym wyjazdem nad wodę. Tym razem naszym celem były lipienie, pstrągi miały być raczej miłym przyłowem. Lipienie nie zawiodły, a i pstrągi również dały się podejść.
Dużo pisał nie będę. Popołudnie wyglądało mniej więcej tak.
Trochę ponad 40cm kropek na chrusta.
Oczekiwanie na kolejne zbiórki.
Pierwszy kardynał prezentuje swoje wdzięki.
Kolejny lipień około 36 cm. Również połakomił się na chruścika.
Moment opuszczania podbieraka...
... i już na wolności.
Z wyjazdami nad nasze wody przerwa. Pozostało już tylko wsteczne odliczanie i przygotowanie do wyjazdu.
Połamania kija!
Dużo pisał nie będę. Popołudnie wyglądało mniej więcej tak.
Trochę ponad 40cm kropek na chrusta.
Oczekiwanie na kolejne zbiórki.
Pierwszy kardynał prezentuje swoje wdzięki.
Kolejny lipień około 36 cm. Również połakomił się na chruścika.
Moment opuszczania podbieraka...
... i już na wolności.
Z wyjazdami nad nasze wody przerwa. Pozostało już tylko wsteczne odliczanie i przygotowanie do wyjazdu.
Połamania kija!
Niedziela od samiutkiego ranka...
W sobotę odezwał się "witrualny" znajomy... "Na wiosnę się nie udało - może latem gdzieś wyskoczymy?". Mnie tam dwa razy nie trzeba powtarzać :).
Z samego rana, niemal dokładnie jak regulamin nakazuje, na godzinę przed wschodem słońca, umówiliśmy się nad wodą. Miałem spore obawy, czy uda mi się podnieść o tak wczesnej porze. Na szczęście organizm nie stawiał większych oporów i pobudka przebiegła całkiem sprawnie. Herbatka, szybka konsumpcja i w drogę.
Spotykamy się w umówionym miejscu. Gadu gadu i idziemy łowić. Woda niska - o troć może być trudno... zdecydowanie łatwiej o zgubienie przynęty. Po kilku rzutach kolega wyjmuje całkiem ładnego pstrąga. Szybka fotka i do wody.
Idziemy dalej obławiając różne miejscówki, jednak bez rezultatu. Ja mam jedno branie, Tomek wyjmuje niewielkiego pstrążka, ale to wszystko co się wydarzyło tego poranka. Srebrnej, letniej troci nie stwierdzono.
Przyznam szczerze, że nieczęsto nastawiałem się na połowy tak wcześnie rano. Może to jest powód tego, że jeszcze nie udało mi się złowić troci :). Cisza i spokój nad wodą o tak wczesnej porze są naprawdę wyjątkowe. Żadnego parcia na wynik, tylko spokojne łowie i rozmowa z nowo poznanym koledze po kiju.
Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda się powtórzyć wspólny wypad. :)
Połamania kija!
Z samego rana, niemal dokładnie jak regulamin nakazuje, na godzinę przed wschodem słońca, umówiliśmy się nad wodą. Miałem spore obawy, czy uda mi się podnieść o tak wczesnej porze. Na szczęście organizm nie stawiał większych oporów i pobudka przebiegła całkiem sprawnie. Herbatka, szybka konsumpcja i w drogę.
Spotykamy się w umówionym miejscu. Gadu gadu i idziemy łowić. Woda niska - o troć może być trudno... zdecydowanie łatwiej o zgubienie przynęty. Po kilku rzutach kolega wyjmuje całkiem ładnego pstrąga. Szybka fotka i do wody.
Idziemy dalej obławiając różne miejscówki, jednak bez rezultatu. Ja mam jedno branie, Tomek wyjmuje niewielkiego pstrążka, ale to wszystko co się wydarzyło tego poranka. Srebrnej, letniej troci nie stwierdzono.
Przyznam szczerze, że nieczęsto nastawiałem się na połowy tak wcześnie rano. Może to jest powód tego, że jeszcze nie udało mi się złowić troci :). Cisza i spokój nad wodą o tak wczesnej porze są naprawdę wyjątkowe. Żadnego parcia na wynik, tylko spokojne łowie i rozmowa z nowo poznanym koledze po kiju.
Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda się powtórzyć wspólny wypad. :)
Połamania kija!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
