niedziela, 22 grudnia 2013

Życzenia

Wszystkim życzę zdrowych, spokojnych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia. Życzę, aby znaleźć chwilę na zatrzymanie się, aby spostrzec to, czego nie widzimy w czasie codziennego biegu.

W 2014 roku tego, co najważniejsze, czyli dużo zdrowia. Życzę również dużo czasu, który będziecie mogli spędzić na swoją ulubioną wodą. Aby Wasze nowe wędkarskie rekordy dawały dużo radości i pozostawiały nadzieje na poprawę w następnym sezonie.


Wszystkiego Dobrego! 


sobota, 7 grudnia 2013

piątek, 1 listopada 2013

Lipieniowe brzydale

Podczas ostatniej lipieniowej wyprawy jedyne suche muchy, jakie miały jakiekolwiek szanse, to muszki na hakach 16 i mniejsze. 12-stki czy 14-stki ... nic - kompletnie ignorowane.
Oto kilka moich ostatnich "brzydali" na 16-stkach, które zapewne łamią 99% kanonów w tworzeniu sztucznych much. Daleko im do ślicznych wytworów muszkarzy z http://www.flytiers.pl/. 1% to ... to że ryby się na nie łowi :).




Oraz pewien rodzaj "eksperymentu". Mam nadzieję jutro sprawdzić, czy zadziała.

Połamania!
Marcin

niedziela, 13 października 2013

Po przerwie

Po dłuższej przerwie udało mi się wybrać nad wodę. Prognoza pogody co prawda nie zwiastowała słonecznej, złotej, pięknej jesieni, ale skoro pojawiła się już okazja, to trzeba było z niej skorzystać.
Łowiłem na imitację kiełża oraz trochę na suchą muszkę. Udało się złowić jednego lipienia trochę ponad 30 cm (na zdjęciu poniżej), kilka niemiarowych kardynałów, oraz jednego niewielkiego pstrążka. Jak na jakieś 2,5h nad wodą może być.
Niestety pod wieczór przyszła burza, deszcz i trzeba było się szybko ewakuować do samochodu.
  






Teraz już pora kompletować sprzęt do połowu jesiennej troci w morzu. Sądzę, że następna relacja będzie właśnie o połowach z plaży.

Połamania!

sobota, 7 września 2013

Kropkowy finisz

Zakończenie sezonu na pstrąga wypadło blado. Pozostało dodać jedynie dwa zdjęcia i zacząć myśleć o lipieniu.



Połamania!

sobota, 3 sierpnia 2013

Szwecja 2013 - podsumowanie

Podsumowanie w cyfrach:

Ilość osób: 4 (w tym jeden młody adept łowienia oraz jego opiekun)
Dni łowienia: 8 (ukierunkowanie praktycznie tylko na pstrągi, lipienie były przyłowem)
Trasa: ~1900km

Koszty informacyjnie:

  • Prom ~1690 PLN
  • Domek 1800SEK
  • Paliwo ~1300PLN
  • Jedzenie ~600PLN 
  • Licencje - 360SEK/tydzien na głównej rzece, 60SEK/dzień na innej
  • 1SEK ~ 0.5 PLN

Koszty wspólne (bez licencji, indywidualnych wyjazdów itp,): ~1010 PLN/osobę

Pstrągi:
35+    4 szt. (ale raczej nie wszystkie były "zaprotokołowane")
40+    20 szt.
50+    2 szt.

Lipienie - kilka sztuk 30+, ale na nie się nie nastawialiśmy.

Komentarz:
Wyprawa pod względem towarzyskim udała się bardzo dobrze. Dodatkowo, młody adept wędkarstwa chyba złapał bakcyla. Jest szansa na to, że będzie łowił z dziadkiem dalej. :)

Zupełnie nie dopisała nam pogoda. Wyjeżdżając za Sztokholm termometr pokazał 29-30C. Na miejscu temperatura w dzień wahała się zwykle w granicach 8-12C. W nocy spadała do 6C. Było sporo przelotnych deszczów, ale na nie byliśmy przygotowani. Najgorszy jednak był porywisty wiatr, który wiał praktycznie cały czas. Łowienie w takich warunkach było naprawdę utrudnione.

Woda w rzekach była zimna i miała bardzo niski poziom. Dotyczyło to praktycznie wszystkich rzek, w których łowiliśmy. Wiosna w tym rejonie była spóźniona co najmniej o dwa tygodnie. Spodziewam się, że przy takich warunkach te duże pstrągi jeszcze siedziały w jeziorach. Wędrówkę do rzek rozpoczną gdy temperatura wody wzrośnie.

Wędkarsko ten wyjazd zaliczyłbym do średnich. Średnich zarówno z powodu pogody, jak i końcowych wyników w postaci złowionych ryb. Na pewno był to wyjazd słabszy niż ostatnie 2-3 wyprawy. 2 sztuki ryb 50+ to zdecydowanie za mało jak na taki wyjazd.

Jedno jest pewne - odpocząłem.  Może nie fizycznie, bo tego nawet nie planowałem. Na pewno udało mi się oderwać od codzienności.

czwartek, 1 sierpnia 2013

Szwecja 2013

Na razie tylko relacja zdjęciowa. Jak się zbiorę to napisze parzę słów podsumowania wyjazdu.



Miłego oglądania.

poniedziałek, 8 lipca 2013

... do późnego wieczora.

Po wczesno-porannym wypadzie pojechałem chwilę odpocząć i odespać chociaż godzinę. Dzień rozpoczął się bardzo miło, brakowało jednak chociaż drobnego podsumowania ściśle wędkarskiego. Tata nie miał większych oporów przed popołudniowym wyjazdem nad wodę. Tym razem naszym celem były lipienie, pstrągi miały być raczej miłym przyłowem. Lipienie nie zawiodły, a i pstrągi również dały się podejść.
Dużo pisał nie będę. Popołudnie wyglądało mniej więcej tak.

Trochę ponad 40cm kropek na chrusta.

Oczekiwanie na kolejne zbiórki.

Pierwszy kardynał prezentuje swoje wdzięki.

Kolejny lipień około 36 cm. Również połakomił się na chruścika.

Moment opuszczania podbieraka...

... i już na wolności.


Z wyjazdami nad nasze wody przerwa. Pozostało już tylko wsteczne odliczanie i przygotowanie do wyjazdu.

Połamania kija!

Niedziela od samiutkiego ranka...

W sobotę odezwał się "witrualny" znajomy... "Na wiosnę się nie udało - może latem gdzieś wyskoczymy?". Mnie tam dwa razy nie trzeba powtarzać :).
Z samego rana, niemal dokładnie jak regulamin nakazuje, na godzinę przed wschodem słońca, umówiliśmy się nad wodą. Miałem spore obawy, czy uda mi się podnieść o tak wczesnej porze. Na szczęście organizm nie stawiał większych oporów i pobudka przebiegła całkiem sprawnie. Herbatka, szybka konsumpcja i w drogę.

Spotykamy się w umówionym miejscu. Gadu gadu i idziemy łowić. Woda niska - o troć może być trudno... zdecydowanie łatwiej o zgubienie przynęty. Po kilku rzutach kolega wyjmuje całkiem ładnego pstrąga. Szybka fotka i do wody.

Idziemy dalej obławiając różne miejscówki, jednak bez rezultatu. Ja mam jedno branie, Tomek wyjmuje niewielkiego pstrążka, ale to wszystko co się wydarzyło tego poranka. Srebrnej, letniej troci nie stwierdzono.

Przyznam szczerze, że nieczęsto nastawiałem się na połowy tak wcześnie rano. Może to jest powód tego, że jeszcze nie udało mi się złowić troci :). Cisza i spokój nad wodą o tak wczesnej porze są naprawdę wyjątkowe. Żadnego parcia na wynik, tylko spokojne łowie i rozmowa z nowo poznanym koledze po kiju.
Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda się powtórzyć wspólny wypad. :)

Połamania kija!

poniedziałek, 1 lipca 2013

Spokojny, pochmurny dzień

To był spokojny dzień... Od samego rana dzień się bardzo powoli. Po zamknięciu spraw rodzinnych wsiadłem w samochód i pojechałem.

Pojechałem najpierw na rzeczkę, nad którą nigdy jeszcze nie byłem. "Rzeczka" - to dobra nazwa... szczególnie w górnym jej biegu. Może na wiosnę da się tu jakoś łowić, ale teraz byłoby trudno - wody mało, wszystko zarośnięte. Decyzja - jadę w dół, może tam będzie trochę więcej wody. Dojeżdżam... hmm.. wygląda już lepiej.  Trochę wody jest, zarośnięta jakby mniej. Nagle słyszę jakieś hałasy w górze. Nie wierzę... nie wierzę w to co widzę... dwa kajaki... ale nie płynęły. Posuwały się szorując spodem po dnie. Jako napęd służyły wiosła - ale nie zagarniające wodę, tylko odpychające się od brzegu. Nie... to nie miejsce dla mnie. Może innym razem. Jadę w inne miejsce.

Było pochmurno, co jakiś czas z nieba spadało kilka kropel deszczu. I tak aż do wieczora.

Docieram nad inną rzeczkę. Latem, szczególnie w wakacje, nie ma najmniejszego sensu wybierać się na większe rzeki. Powód chyba oczywisty - wszędobylskie kajakarstwo. Trudno - rzeki tylko do wędkarzy  nie należą - trzeba się dzielić. Oni w dzień, my pod wieczór.



Ale wracając do rzeczki. Niewielka, płytka, wody za dużo nie ma, ale są miejsca, gdzie są dołki i da się czasem jakiegoś 30-staczka wydłubać.






Obok kilku maluchów taki około-wymiarek się trafił. Śliczne miał kolory.

Na szczęście to stworzenie było na drugim brzegu. Jak to mówił jeden ze znajomych "Krowa - największy wróg wędkarza!". Ja bym do tego dorzucił jeszcze byczki...



Popołudnie się zbliżało. Jest szansa, że wycieczki kajakowe w taką pogodę już dotarły w miejsca docelowe i odpuściły dalsze wiosłowanie.


Wędkarstwo to nie tylko ryby... to nie tylko woda... Pozwala obserwować całą otaczającą nas przyrodę.
Latające bociany...

... chowające się w trawach bobry...

 ... za nic nie dające się ująć w całości w kadrze :).


Ścieżki, nad wodą, które w czasie jętki majowej były dobrze wydeptane, obecnie są mocno zarośnięte.



Woda trochę podniesiona, lekko zmącona, ale da się połowić. Było dosyć chłodno, muszki żadne nie latały, więc wybór spiningu wydawał się być lepszy.

I nawet coś się udało zaczepić.

Z góry zaznaczam, że ta mina nie wynikała z mojego nacisku na rybę. Kropek zdecydowanie dawał znać, że chce wrócić do swojego domu, co oczywiście po chlapnięciu ogonem uczynił.

Wieczór się zbliżał, temperatura spadała a ciężkie chmury zwiastowały nadchodzący deszcz.

 

Tak minął dzień nad wodą. Spokojnie... w oderwaniu od otaczającego mnie na co dzień, pędzącego w bliżej nieokreślonym kierunku świata...