niedziela, 6 maja 2012

Dzień, który zdarza się nieczęsto...

4 maja był dniem w 100% poświęcony przez mnie na ryby. Wyjazd z samego rana i po około 100km w samochodzie stanąłem nad brzegiem wody.
Pierwsza rzeczka wypatrzona przeze mnie na mapie, dopływ znanej pomorskiej rzeki pstrągowej. Co ciekawe nie byłem w stanie nigdzie znaleźć jej nazwy. Nawet najlepszy wg. mnie portal http://geoportal.gov.pl/ milczał na jej temat. Dziwne, ale o tak się zdarza.
Strumień nie jest duży, na prostkach dosyć płytki, ale na zakrętach ma piękne dołki w których czają się kropki. Jak to zwykle przy takich ciurkach bywa, trzeba przybrać pozę komandosa i skradać się po cichu do każdej miejscówki. Inaczej można obejrzeć tylko cień uciekającej ryby. A ryby w tej rzeczce były. Kilka takich cieniów widziałem... kilka maluchów wyjąłem, kilka miarowców startowało do mojej przynęty, a jednego z nich (trochę ponad 30cm) udało się zaciąć, wyholować, sfotografować i wypuścić.





Nad tą małą rzeczką bardzo fajnie się łowiło. Ale w planach było też odwiedzenie innych, większych rzek w okolicy. Zmieniając rzekę zmieniłem też metodę połowu na suchą muszkę. Za przynętę posłużył własnoręcznie ukręcony szary chruścik z cdc. Nad wodą trochę muszek  latało i widać było rybki zbierające.
Mogę to na 100% stwierdzić - nie ma nic fajniejszego niż widok ryby zbierającej samodzielnie ukręconą imitację muszki :). To jest coś niesamowitego i spinning przy tym nie ma szans. Raczej nie stanę się muchowym ortodoksem i nie rzucę spiningu w kąt po wsze czasy, ale jeżeli zobaczę jakiekolwiek szanse na połowienie na suchą, to na pewno to wykorzystam.
No więc wracając do połowów - złowiłem kilka/kilkanascie rybek i było fajnie. Trochę mieszane uczucia wywołuje fakt, że w większości były to lipienie. Jak wiadomo maja one jeszcze okres ochronny. 2 z nich były trochę ponad miarę, reszta to raczej maluchy około 20cm. Na muszce miałem jednego naprawdę ładnego (oceniam go na pewno ponad 35cm), jednak spiął się po około 5 sekundach holu. Pstrągów złowiłem w ten sposób może 3-4 sztuki niewielkich rozmiarów.



I tak cały dzionek minął nad wodą w zgiełku śpiewających ptaków, szumu wody, całkiem sporego wysiłku fizycznego i wspaniałego odpoczynku od codziennych spraw. Taki dzień mi się nieczęsto zdarza. Wam, czytającym, życzę takich dni jak najwięcej.

Połamania kija!



3 komentarze:

  1. Zazdroszczę dnia, chociaż u mnie nie było dużo gorzej :) Tak samo JEDYNIE sucha :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Było naprawdę super.
    Wczoraj natomiast mocno się ochłodziło i temperatura wieczorem nad rzeką wynosiła 4C :(. Zupełnie nic nie latało nad wodą i nie widać było żadnych zbiórek, więc znowu zdradziłem muchę dla spinningu...

    OdpowiedzUsuń