sobota, 12 maja 2012

Super wiadomość.

Za http://www.rzekaleba.pl/news.php?readmore=178:

"Miło nam poinformować, że na przełomie pod koniec czerwca 2012 roku rozpocznie się budowa przepławki przy jazie w miejscowości Lębork, której zakończenie planowane jest na wrzesień br. Przepławka zapewni migrację ryb aż do 70km rzeki Łeby w miejscowości Łęczyce, dzięki czemu w sposób istotny zwiększy się możliwość naturalnego rozrodu troci wędrownej i łososia. Odcinek rzeki Łeby pomiędzy Lęborkiem i Łęczycami to miejsce potencjalnych tarlisk troci i łososi o powierzchni ok. 1ha, natomiast powierzchnia terenów odrostowych dla narybku to ok. 10ha. (Wiśniewolski i Engel 2006 Restoring migratory fish and connectivity of rivers in Poland)."



Potem jeszcze pozbywamy się kilku  kolejnych zatorów w postaci MEW, jazów itp. i droga wolna aż do źródeł :)
Rozmarzyłem się...

poniedziałek, 7 maja 2012

Na zakończenie długiego weekendu.

Od rana w niedzielę padało... pogoda, jak to nazywała moja nauczycielka od matematyki, "pod zdechłym Azorkiem". Ostatni dzień długiego weekendu i nic nie zapowiadało, że uda się wyskoczyć na chwilkę pomoczyć woblera lub posuszyć muszkę. A do tego przyszło spore ochłodzenie.

Ale nadzieja umiera ostatnia :). W okolicy 17 jakoś się rozpogodziło i przestało padać. No więc, po krótkich negocjacjach z NIK, o 17:30 siedziałem w samochodzie w drodze nad pobliską wodę. Dojechałem trochę po 18-stej, więc były jakieś 2 godzinki łowienia. A nad wodą, jak było słońce to było całkiem przyjemnie, jak tylko zaszło lub schowałem się w krzakach to robiło się okrutnie zimno.

Ryby jednak zdecydowanie nie były skłonne do współpracy. Nad wodą nic nie latało, więc zdecydowałem się na użycie spinningu. Miałem w sumie tylko 2 brania: jeden maluszek który na szczęście wyczepił się sam, a drugi pstrążek 31cm (na zdjęciu poniżej), który ku mojemu zdziwieniu, był strasznie chudy.






Wypad zupełnie niezaplanowany, ale ponownie można było zobaczyć rybki, złapać chwilę oddechu w ostatnich godzinach długiego weekendu i przygotować się na powrót do rzeczywistości...

Połamania kija!

niedziela, 6 maja 2012

Dzień, który zdarza się nieczęsto...

4 maja był dniem w 100% poświęcony przez mnie na ryby. Wyjazd z samego rana i po około 100km w samochodzie stanąłem nad brzegiem wody.
Pierwsza rzeczka wypatrzona przeze mnie na mapie, dopływ znanej pomorskiej rzeki pstrągowej. Co ciekawe nie byłem w stanie nigdzie znaleźć jej nazwy. Nawet najlepszy wg. mnie portal http://geoportal.gov.pl/ milczał na jej temat. Dziwne, ale o tak się zdarza.
Strumień nie jest duży, na prostkach dosyć płytki, ale na zakrętach ma piękne dołki w których czają się kropki. Jak to zwykle przy takich ciurkach bywa, trzeba przybrać pozę komandosa i skradać się po cichu do każdej miejscówki. Inaczej można obejrzeć tylko cień uciekającej ryby. A ryby w tej rzeczce były. Kilka takich cieniów widziałem... kilka maluchów wyjąłem, kilka miarowców startowało do mojej przynęty, a jednego z nich (trochę ponad 30cm) udało się zaciąć, wyholować, sfotografować i wypuścić.





Nad tą małą rzeczką bardzo fajnie się łowiło. Ale w planach było też odwiedzenie innych, większych rzek w okolicy. Zmieniając rzekę zmieniłem też metodę połowu na suchą muszkę. Za przynętę posłużył własnoręcznie ukręcony szary chruścik z cdc. Nad wodą trochę muszek  latało i widać było rybki zbierające.
Mogę to na 100% stwierdzić - nie ma nic fajniejszego niż widok ryby zbierającej samodzielnie ukręconą imitację muszki :). To jest coś niesamowitego i spinning przy tym nie ma szans. Raczej nie stanę się muchowym ortodoksem i nie rzucę spiningu w kąt po wsze czasy, ale jeżeli zobaczę jakiekolwiek szanse na połowienie na suchą, to na pewno to wykorzystam.
No więc wracając do połowów - złowiłem kilka/kilkanascie rybek i było fajnie. Trochę mieszane uczucia wywołuje fakt, że w większości były to lipienie. Jak wiadomo maja one jeszcze okres ochronny. 2 z nich były trochę ponad miarę, reszta to raczej maluchy około 20cm. Na muszce miałem jednego naprawdę ładnego (oceniam go na pewno ponad 35cm), jednak spiął się po około 5 sekundach holu. Pstrągów złowiłem w ten sposób może 3-4 sztuki niewielkich rozmiarów.



I tak cały dzionek minął nad wodą w zgiełku śpiewających ptaków, szumu wody, całkiem sporego wysiłku fizycznego i wspaniałego odpoczynku od codziennych spraw. Taki dzień mi się nieczęsto zdarza. Wam, czytającym, życzę takich dni jak najwięcej.

Połamania kija!



sobota, 5 maja 2012

Pierwsze kroki z muchówką - ciąg dalszy

Nawiązując do mojego postu link informuję, że w dalszym ciągu pracuję nad moją najstarszą latoroślą. Tym razem lekcje machania przeniosły się nad niedaleką Radunię. Rzeka wybrana głównie dlatego, że było blisko :) 

Wyjazd uznajemy za sukces, ponieważ:
1) nikt nie stracił oka,
2) nikt nie dorobił się kolczyka w uchu,
3) poza kilkoma poplątaniami przyponu, nie trzeba było ani razu go wymieniać
4) złowiliśmy rybę (w kropki wielkości około 10cm)
Z pkt.4 najbardziej zadowolony był młodszy adept wędkarstwa :).

Dokumentacja zdjęciowo-filmowa:




Nad wodą roił się chruścik, ale ryby na niego prawie nie reagowały (no może poza tym jednym upolowanym). Generalnie Michał wytrzymał nad wodą prawie całą godzinę, co uznaję za sukces :)


Połamania kija!

Popołudniowe połowy z Tatą

Przyszła kolej na sprawdzenie moich chruścików... Pogoda super, ciepło - przynajmniej do czasu kiedy przygrzewało słoneczko. Machało się całkiem nieźle. Muszki ładnie pływały bez konieczności używania dodatkowej chemii.
Niestety ryby nie były skłonne do współpracy. Tata walczył spinningiem - efekt był ten sam.















Połamania kija!
Marcin